wtorek, 1 kwietnia 2014

Prima Aprilis w Grinding Gear Games

Dzisiaj będzie trochę „nerdowo” - bowiem napiszę troszkę o mojej ukochanej od dwóch lat grze komputerowej oraz o tym, jakiego małego psikusa wywinęli jej twórcy z okazji prima aprilis. Mowa tu o Path Of Exile, cudownym dziecku studia Grinding Gear Games z Nowej Zelandii, którego to PoE jest pierwszym dziełem – całkowicie darmowym dla wszystkich i niezwykle elektryzującym dla fanów Diablo II (bowiem fani Diablo III szczerze jej nie cierpią, może dlatego że jest dla nich za trudna).



Jeśli chodzi o samą grę, to nie ma sensu się rozpisywać za dużo – mamy tu tradycyjny hack'n'slash, czyli zabijamy wszystko co się rusza, bo wszystko w świecie PoE chce nas zabić (nic dziwnego, skoro sami zabijamy na potęgę). Gra polega głównie na rozwijaniu jednej z sześciu postaci, które mamy do wyboru; za pomocą rożnych przedmiotów, kryształów oraz umiejętności pasywnych. „Galaktyka passivów” była jednym z czynników, które spowodowały popularność PoE – w świecie gier komputerowych nie było jeszcze tak wielu możliwych dróg rozwoju postaci. Nie jest to oczywiście proste i wymaga trochę eksperymentów, jak zresztą i sama rozgrywka. Z pewnością nie jest to fan service, nastawiony na to, żeby gracz odnosił zwycięstwo. Umieranie i powrót do „miasta” to nieodłączna część PoE

Innym czynnikiem, który spowodował popularność tej gry była filozofia negujaca system „pay for win”, jaka niestety rozwinęła się mocno w grach spod szyldu Blizzarda (Diablo, War of Warcraft). Najprościej opisując – im więcej masz kasy, tym silniejszą masz postać, gdyż stać cię na lepszą broń, zbroje i inne rzeczy, które można kupić w wewnętrznym auction housie. Tym samym płacisz za zwycięstwo. Grinding Gear Games zupełnie się od tego odcięło. Auction House w PoE nie istnieje, w ogóle nie ma tam czegoś takiego jak pieniądze (handel działa na zasadzie wymiany) i jak już wspomniałam – gra od początku jest darmowa. Oczywiście, twórcy oferują graczom różne rzeczy do kupienia, np. zwierzątka, które mogą towarzyszyć postaci w wędrówce, czy też jakiś efekt specjalny na supersilne zaklęcie. Za duże pieniądze proponują możliwość zaprojektowania autorskiego przedmiotu lub potwora, o którego wzbogacą grę. Są to jednak zabiegi czysto kosmetyczne i nie mają one wpływu na siłę postaci w PoE. A i tak, o dziwo, sprzedają się one rewelacyjnie/ Ludzie chętnie wspierają w ten sposób studio GGG, gdyż widzą, że prężnie rozwijają swoją grę i staje się ona coraz lepsza.

Może teraz zrozumiecie moje zdumienie gdy pierwszego kwietnia na facebooku ujrzałam taki oto nagłówek: „Path Of Exile is now Pay For Win game”...

No tak, prima aprilis pomyślałam. Ciekawe jak chcą rozegrać ten żart...

Okazało się, ze „po konsultacjach z developerami, graczami i naradami wewnątrz studia” twórcy uznali, że graczy trzeba bardziej chwalić i dowartościowywać za to, ze odnoszą zwycięstwa (o matko...). Dlatego postanowili wprowadzić opcję Pay For Win. Jak to wygląda w PoE?

Ano tak, że TYLKO PIERWSZEGO KWIETNIA gracze mają mozliwość zakupu 10 fajerwerków (nie prawdziwych oczywiście), które mogą odpalić w trakcie gry, gdy kogoś/coś pokonają. Nie dość, ze po zwycięstwie otaczać ich będzie pokaz sztucznych ogni, to jeszcze wszyscy znajomi i gildia, dowiedzą się o jego wygranej...



Życzę wszystkim udanego prima aprilis :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz